jak to jest nie być królową...
sobota, 22 maja 2010
golenie nóg a sprawy damsko - męskie
któryś z bohaterów Ally Mc Beal powiedział, że kondycję związku można poznać po tym, czy kobieta goli nogi przed pójściem do pracy, czy przed pójściem do łóżka... chyba już zresztą o tym pisałam...
w każdym razie ja obecnie golę nogi dwa razy dziennie - raz przed rehabilitacją (m.in. masaż nóg), a drugi przed pójściem spać. Czyli - w związku wszystko ok. Ale męczy mnie to golenie niemiłosiernie i chyba się wreszcie wydepiluję laserowo, bo inaczej nie mogę (pękające naczynka).
idę się ogolić ;) a w związku z wypitym winem może być krwawa jatka.
wtorek, 04 maja 2010
długi weekend
spędziliśmy z UMem w Amsterdamie.

Polecam każdemu Urodziny Królowej (30.04) - popołudniu i wieczorem tłum Holendrów i jeszcze większy tłum turystów ciągnie ulicami Amsterdamu, każdy ma na sobie coś pomarańczowego, niektórzy są cali pomarańczowi, co krok ustawione są sceny, grają kapele i ogólnie jest cudnie.
A rano wszyscy czymś handlują - tego dnia Holendrzy mogą bez zezwoleń itp. sprzedawać na ulicach cokolwiek im się zamarzy. Dzieci sprzedają swoje stare zabawki, dorośli dosłownie wszystko - od świeżego soku z pomarańczy po stare szafy i obcęgi.
 
UM dał sobie pomalować paznokcie na pomarańczowo, a potem - żeby wtopić się w tłum - kupiliśmy całą masę akcesoriów.
I teraz pomarańczowy kapelusz wisi dumnie na lustrze, pomarańczowe boa okupuje kanapę w salonie, a opaska na włosy z małymi (pomarańczowymi ofkors) rogami na razie odpoczywa w walizce :)

Amsterdam jest cudny - kanały, urocze domy, rowery, okna bez firanek, mosty, mosteczki, sery, wiatraki, chodaki, muzeum van Gogha, jeszcze raz sery, sery, sery, tulipany - wszystko mi się podobało.

Nie zniechęciła nas nawet pogoda, chociaż pola tulipanów oglądaliśmy w strugach deszczu, a na dworze było ok. 6 stopni. Szukając plusów stwierdziliśmy, że zdjęcia w deszczu wychodzą ładniej niż nasłonecznione :)

Przywiozłam całą masę gadżetów w tulipany i z motywami  z van Gogha i będę musiała wymyślić, gdzie to wszystko upchnąć :)
Na razie schowałam sery do lodówki i jestem lekko przerażona, bo nawet UM-Serożerca nie da im rady. Będziemy jeść  sery chyba do Bożego Narodzenia 2011.

czwartek, 29 kwietnia 2010
moje nowe miasto

Miasto UkochanegoMałżonka, czyli moje nowe miejsce do życia trąci prowincją.
No cóż, nie tylko trąci, ale mocno prowincją podaje. Nie mówię tego z wyższością, tylko stwierdzam fakt.
Owa prowincjonalność ma swoje dobre i złe strony. Na początku zauważałam tylko pozytywy, uszczęśliwiona faktem, że wreszcie razem mieszkamy, potem oczęta mi się nieco bardziej otworzyły.

Są też cechy neutralne miastaUM, ale mocno odróżniające miasto UkochanegoMałżonka od Najlepszego-I-Najpiękniejszego-Na-Świecie-Miasta-Margot.

Wczoraj pojechałam około 19.00 na stację benzynową po gazety i droga była tak pusta, tak cicha jak... jak nie-wiem-co jak np. droga polna, choć jest to jedna z głównych ulic miastaUM. Pachniało wiosną, a nie spalinami, jechałam 3 minuty, a nie 30. Korek w mieścieUM jest w ogóle rzadko spotykany, a tubylcy korkiem nazywają rząd 8 (ośmiu) samochodów... hi hi.

Z drugiej strony - miastoUM ma  właściwie dwie główne ulice, przecinające je wzdłuż czy wszerz i jeżdżenie po nim to straszna nuda. Nikt nie trąbi, nikt nie wyprzedza, mało zakrętów. Dwupasmowe są te cuda tylko na pewnym odcinku, nie na całości. Śmiesznie.

Tak mi się jakoś przykład drogowy nawinął, może mało ważny, może nawet w ogóle nieważny... ale odczuwalny :)


apdejt:
zastanawiam się czy ww przykład drogowy to plus, minus czy właśnie ta neutralna właściwość miastaUM... i cóż, jak zwykle okazało się, że próba sprowadzenia czegokolwiek do czerni lub bieli nie wypala.
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
spuchnięta łydka
wczoraj pokazałam Mamie kolano - że spuchnięte, że gorące, że cośtam. Mama na to: faktycznie, margotku, jest opuchlizna... i popatrz, łydkę też masz spuchniętą, przecież zawsze miałaś takie szczupłe łydki...

taa... tylko że łydka NIE JEST spuchnięta, he, he.

dziś zaczynam dietę south beach. jakoś bardziej przystępna - warzywa można i trzeba już od początku. no i kiedyś dużo na niej schudłam.

a jeśli chodzi o kulturalną margot - byłam na Woody Allenie i - rewelacja. Tylko oczywiście tytuł kretyńsko przetłumaczono. Ale  nic nie przebije "wirującego seksu", więc nie będę tego wątku kontynuować.
piątek, 23 kwietnia 2010
ogólny bałagan.
Diabełka nadal nie znalazłam, choć przeszukałam ostatnią nieruszaną wcześniej torbę, przywiezioną w czasie przeprowadzki ode mnie do UM i cichaczem wstawioną za biblioteczkę. Wstawioną tam w nadziei, że UM jej nie znajdzie i nie każe rozpakować (budzi się w nim czasem Demon-Sprzątania, biega wtedy po chałupie, robi mi durne wymówki i każe np segregować dokumenty).
Przeszukaną w nadziei, że będzie w niej diabełek.
Przeprowadzka trwała wieki i obejmowała ok. 30 worów o pojemności xxx litrów ... wory były prawie mojej wysokości (175 cm) oraz xxx mniejszych toreb, kartonów, reklamówek.
Niektóre z nich upychałam po kątach, bo nie miałam już siły na rozpakowywanie. A teraz częstokroć zachodzę w głowę, gdzie może się podziewać to, tamto, sramto... i niczego nie mogę znaleźć. Bałagan.

Poza tym chciałam zrobić porządek w zakładkach - dodać nowych, usunąć lub przesunąć nieistniejących. Ale nie pamiętam, jak to się robi.Więc i na blogu zostanie stary bałagan.

Bałagan także w kolanie. Jest spuchnięte tak samo jak było 2 tygodnie temu. Robię wszytko, co każą lekarze i rehabilitanci i nic nie pomaga.

I bałagan w diecie. Zaczęłam białkową, ale nie mogę... nie lubię ani jajek, ani mięska, więc to dieta nie dla mnie. Rzygam już na widok białego sera. I bolała mnie wątroba. Spróbuję po prostu (po prostu???) mniej jeść. Gdzież te czasy, kiedy byłam 21 dni na diecie cambridge (minus 9 kilo) i nie stanowiło to dla mnie większego problemu. No tak, już wiem, to było 20 kilo temu...

Tak więc - bałagan.
piątek, 16 kwietnia 2010
cytat
W czasie ostatnich transmisji telewizyjnych często w tle była widoczna tablica z cytatem: "a jeśli komu droga otwarta do nieba, tym, co służą Ojczyźnie".

Męczyło mnie, czyje to słowa. Nie przyznam się, na kogo stawiałam, bo mi wstyd, że osoba z wyższym wykształceniem humanistycznym: a.) nie pamiętała
b.) typowała takich, a nie innych poetów :)

Ale - gdy już wiem - postanowiłam przypomnieć sobie Kochanowskiego... i nie tylko.
sobota, 10 kwietnia 2010
cd. pamiętnika rekonwalescentki
wczoraj był u mnie po po raz pierwszy rehabilitant, dał mi popalić. Wieczorem czułam się, jak po niezłym aerobiku - albo raczej jak po stepie. Czułam każdy mięsień - dawno niedoświadczane uczucie :)
I pomyślałam, że strasznie za tym tęsknię - za zmęczeniem po fitnesie, kiedy czuje się każdy mięsień, kiedy wypociło się 2 litry potu, kiedy zimny prysznic jest jak zbawienie. A ja nie ćwiczę właśnie od kiedy mi kolano siadło, czyli... od trzech lat.

A wieczorem - kolano mi spuchło, było rozpalone i bolało jak cholera. Wyglądało gorzej niż dzień po operacji. Chyba rehabilitant trochę przegiął.
Pohisteryzowałam więc sobie wieczorkiem, popłakałam, pożarłam trochę z UM - bo wykazywał za mało współczucia ;) A potem sobie przypomniałam, że mam dostać okres, co trochę mnie tłumaczy.

Tak czy inaczej - będę musiała wykonać dzisiaj do reha alarmująco - pytający telefon... tylko czekam do 9.00 :)
piątek, 09 kwietnia 2010
po
jestem po operacji
i ciągle - albo ćwiczę, albo okładam nogę lodem, albo idę na rehabilitację, albo z niej wracam, albo bandażuję, albo piorę bandaże, albo robię zastrzyki, albo masuję rzepkę.
Muszę przemóc swoje lenistwo i ćwiczyć regularnie, nie zapominać o tym, nie odkładać na później... bo jeśli sobie odpuszczę, mogę nigdy tej nogi nie wyprowadzić na prostą.

Boję się, że jak już wstanę, będzie tak samo jak przed nią. Że kolano będzie mnie bolało, że nie będę mogła chodzić, a tym bardziej - uprawiać sportów. Lekarz twierdził, że powinno być ok, ale sam przyznał, że nie może mi dać gwarancji...
Eh.
Idę poćwiczyć.

wtorek, 06 kwietnia 2010
diabełek
ten ze zdjęcia na blogu.
zrobiłam go z modeliny na kolonii w NRD, gdy miałam jakieś 12 lat. I był ze mną od tego czasu na stałe - wisiał sobie na korkowej tablicy nad moim dziewczyńskim biurkiem, potem na tym samym korku, ale przeniesionym do własnego mieszkania...

zawsze się głupawo uśmiechałam, gdy na niego patrzyłam - ułamany róg i pyzata buzia wcale-nie-strasznego-diabła.

Rok temu zamieszkałam z UM, przeprowadzka była długa i uciążliwa, część rzeczy pakowałam ja, część UM.
I diabełka wcięło.

Głupio przyznać, ale aż się poryczałam, jak to zauważyłam.


wtorek, 14 kwietnia 2009
poświąteczny bilans
Święta święta i po świętach.
Bilans:
wyjazdy na narty - 2
godzin snu - uch, wstyd się przyznać
sprzeczek z UM - za dużo
pogodzeń się - tyle, ile sprzeczek
wizyt rodzinnych - 3 - da się przeżyć
i - przede wszystkim - wykleiłam album z podróży za wielką wodę!


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56